Rozdział 26: Zaproszenie na kolację.

Dedykowany Nitka Castillo.

Minęło zaledwie dwadzieścia minut, a już siedzimy wszyscy w salonie, przy rozpalonym kominku. Ja mam swoje miejsce obok Leona, który czule obejmuje mnie ramieniem. Ludmiła natomiast zajmuje miejsce na kolanach swojego chłopaka. 
-Fede, zostajesz na noc? - wyrwał Verdas, po czym upił łyk tequili, którą wcześniej przyniósł szatyn. 
Pasquarelli spojrzał jednoznacznie na blondynkę, lecz po chwili powraca wzrokiem na swojego przyjaciela. 
-No stary, mam nadzieję, że nie zostawisz mnie tu samego jak się upiją. - śmieje się Federico, obejmując Ludmiłę ramionami. 
Wtulam się w dobrze zbudowany tors swojego chłopaka, tak mi dobrze z nim... 
-Jeśli Vilu nie będzie miała nic przeciwko... 
-Rozmawialiśmy o tym i wyraźnie ci powiedziałam, że możesz zostać. - mówię, spoglądając mu w oczy. 
-Czyli wszystko jasne. - blondynka klaszcze w dłonie. -Chłopaki śpią na kanapie. - dopowiada po chwili, a ja wybucham głośnym śmiechem widząc miny szatynów. Po chwili Ferro mi wtóruje.
-Żartujesz skarbie, prawda? 
-Nie żartuję, skarbie... Śpisz na kanapie. - mruczy brązowooka, upijając łyk alkoholu. 
-Vilu? - do moich uszu dochodzi pomruk szatyna. -Nie zrobisz mi tego. 
-Zakład? - wyciągam dłoń w jego kierunku, a ten patrzy na mnie jakby ducha zobaczył. -Pościelimy wam z Lu na podłodze, jak nie chcecie kanapy. 
Blondynka uśmiecha się szeroko, potwierdzając ruchem głowy. 
-Ale jesteście tego pewne? 
-Powiedzieliście przecież, że zostajecie na noc... Więc nie widzę problemu. - stwierdza Ludmiła, odkładając szklankę z trunkiem na stolik. 
Spoglądam na swojego chłopaka, który chętnie przysuwa się do mojej szyi i składa na niej delikatny pocałunek. 
-Nie zagniesz mnie tak. - szepczę mu do ucha. 
-A czy ktoś powiedział, że tym chcę cię zagiąć? - spojrzał mi w oczy. -Po prostu korzystam z tego, że cię mam. 
Z uśmiechem na ustach przenoszę wzrok na przyjaciółkę, która jak się okazuje namiętnie całuje się z Federico... A dopiero co się kłócili, że jej ukochany śpi na kanapie, a najlepiej na podłodze... Ostatecznie spojrzałam na Leona, który momentalnie wpił się w moje usta i po przeniesieniu na swoje kolana, objął ramionami. 
-O cholera... Coś nie w porę wpadliśmy. - wszyscy momentalnie od siebie odskoczyliśmy słysząc znajomy głos w tle. 
Spojrzałam na drzwi wyjściowe. 
-Diego, zabiję cię któregoś pięknego dnia. - oznajmia młodszy Verdas, ponownie przeciągając mnie na swoje kolana. 
-Ja mu pomogę! - dopowiada Pasquarelli. 
Verdas unosi ręce w geście obronnym. 
-No sory, ale nie skończylibyście do jutra... - za plecami bruneta dostrzegam znajomą sylwetkę. 
-Fran! - zeskakuję z szatyna i idę przywitać się z brunetką. Czuję na sobie przenikliwy wzrok swojego chłopaka. 
-Viola... - z jego ust wydobywa się jęk, dający mi do zrozumienia, że mam wrócić na swoje miejsce. 
Ferro mi wtóruje i chwilę później jest już na prostych nogach.
-Lu... 
-Spokojnie chłopaki, nie zabiorę wam ich na długo. - śmieje się Francesca przytulając nas mocno. 
-Stęskniłam się za tobą, gdzieś ty była? - pytam zaciekawiona, prowadząc przyjaciółki do kuchni. 
-Fran.. - Diego również się udziela, jako ten stęskniony ukochany. 
Dziewczyny siadają przy wyspie kuchennej, a ja opieram się rękoma o jej blat. Cauviglia zaszczyca mnie podejrzanym spojrzeniem. Kątem oka zerkam do salonu, bo z kuchni do niego jest bardzo dobry widok. Trzej mężczyźni rozłożyli się na kanapie i piją alkohol.
-Uspokoili się? - pyta blondynka.
-Chyba tak... Co tam u ciebie Fran?
-W porządku. Lepiej spytam co u ciebie, bo dopiero widziałam jak obściskiwałaś się z bratem mojego chłopaka i twierdzę, że albo o czymś nie wiem, albo jesteście pijane... Czego właściwie nie widać. - śmieję się pod nosem, słysząc wypowiedź przyjaciółki.
-Vilu i Leon są razem, od dzisiaj właściwie... Więc chyba rozumiesz. - oznajmia Ferro, uśmiechając się szeroko.
-To wspaniale! Wreszcie się przyznałaś, że coś do niego czujesz.
-Mniejsza ze mną.- przerywam. -Jak tam u ciebie w pracy?
-Wszystko w porządku. Ta cała właścicielka zajmuje się mną i wiadomo... Dopiero się uczę, ale mam dobre przeczucia. Federico mi bardzo pomaga, właściwie nie wiem co bym zrobiła gdyby nie jego pomoc.
-Przesadzasz. - syczy blondynka, krzyżując ręce na piersi.
-A tej co?
-Chłopaki zostają u nas na noc, skoro jutro jest piątek... No i zaproponowała im spanie na kanapie, a ja się zgodziłam. - tłumaczę powoli.
-Okaay, ale skąd ten pomysł?
-Żeby zrobić im na złość. - prostuje Ludmiła, wzdychając cicho.
-Tak, ale podświadomie doskonale wie, że wolałaby mieć Fede przy swoim boku, a nie na podłodze w salonie. - rzucam twardo, przyglądając się współlokatorce, która tylko przewraca oczami.
-No tak, rozumiem.
-Może wy też zostaniecie? Napijemy się czegoś i pogadamy na spokojnie. - proponuję, posyłając Włoszce proszący uśmiech.
Ta uniosła wzrok ku górze, po czym wróciła do mojej skromnej osoby.
-Zapytam Diego i wtedy odpowiem. - decyduje.
-Ja myślę, że Diego już zaczął pić ze swoim bratem i Fede, więc raczej nie masz wyjścia i musisz się zgodzić. - wtrąca Ferro, wbijając wzrok w brunetkę.
-W sumie racja...
Nagle za Ludmiłą zjawia się Federico i obejmuje ją ramionami na talii. Dziewczyna obraca głowę, a w rezultacie szatyn składa krótkiego buziaka na jej różowych ustach. Wymieniam się jednoznacznym spojrzeniem z Fran, która kiwa głową, żebyśmy się lepiej zwijały. Potwierdzam ruchem głowy i po cichu wychodzimy z kuchni.
W salonie zastałyśmy braci Verdas, którzy kosztowali tequilę, którą wcześniej przyniósł ich przyjaciel. Obchodzę kanapę i w efekcie siadam na kolanach u Leona. Francesca zagościła u boku starszego brata - który czule objął ją ramieniem.
-Skoro już wszyscy mamy co świętować... Zaraz, gdzie jest Federico? - No tak, Leon dopiero zauważył, że Włoch wyszedł.
-Obściskuje się z Ludmiłą w kuchni. - rzuciłam, opierając się o jego tors.
-No i wszystko jasne.



Trzecia piętnaście - mam dość. Wstaję z kanapy i kieruję się ku schodom, zostawiając tam Diega z Leonem. Francesca poszła spać do pokoju gościnnego, a pozostała dwójka szybciej się zwinęła, do sypialni blondynki oczywiście. Będąc już na trzecim schodzie, czuję jak ktoś łapie mnie za nadgarstek.
-Gdzie idziesz, skarbie? - do moich uszu dochodzi troskliwy głos Leona.
Tyle wypił, a wydaje się taki trzeźwy.
-Do sypialni.
-Ale ja nie muszę spać na podłodze? - pyta ze słodkim uśmiechem.
Kręcę przecząco głową, podczas gdy ten przenosi uścisk z nadgarstka na moją dłoń.
-A mogę z tobą?
-Głupie pytanie. - stwierdzam. -Chodź.
W tym momencie Verdas robi coś, czego się nie spodziewałam. Wchodzi na wysokość, na której się znajduję i jednym zdecydowanym ruchem bierze mnie na ręce. Nie protestuję - nie mam siły. Wtulam się w jego szyję, owijając się wokół niej rękoma.
Po chwili czuję jak Leon kładzie mnie na wygodnym łóżku, co o dziwo mnie lekko pobudza.
-Muszę się przebrać. - mruczę cicho otwierając oczy.
Szatyn odchodzi na jakiś metr i przyglądając mi się ściąga z siebie białą koszulkę - pozostając bez górnej części garderoby - teraz wygląda znacznie seksowniej niż zwykle. Boże, Violka nie myśl o tym! Wstaję niechętnie i kieruję się do łazienki, gdzie szybko się przebieram, zmywam makijaż i wracam do sypialni.
Zauważam, że Leon leży już spokojnie i czeka, aż przyjdę do niego. Uśmiecham się pod nosem... Chciałabym tak chodzić spać codziennie, u jego boku. Obchodzę całe łóżko i w efekcie kładę się spokojnie u boku Verdasa. Ten obejmuje mnie ramieniem i składa czuły pocałunek na włosach.
-Dobranoc, skarbie.



Otwieram oczy, zauważając że promienie słoneczne wdarły się do mojej sypialni - bez pozwolenia. Rozglądam się po pomieszczeniu i zauważam swojego kochanego chłopaka śpiącego u mojego boku. Cudowny widok z samego rana. Uśmiecham się szeroko, widząc jego seksowny nieład na głowie. Po chwili on również zaczyna otwierać oczy.
-Dzień dobry śpiochu.
-Dzień dobry. - odpowiada ochrypłym głosem i spogląda mi w oczy. -Wyspana?
-Nawet nie wiesz jak bardzo.
Szatyn uśmiecha się przebiegle i nachyla się ku mnie, składając po chwili słodki pocałunek na moich ustach. Przenoszę dłonie na jego szyję, a ten w odpowiedzi pogłębia pocałunek. Po oderwaniu wpatrujemy się sobie w oczy. Takie poranki to ja mogę mieć każdego dnia.
-Wstajemy. - oznajmiam, próbując się podnieść, lecz Verdas szybko układa swoją rękę na mojej talii i przytrzymuje mnie przy łóżku. Gdy zauważa, że mu się udało przytula się do mnie jak do pluszowego misia.
Wzdycham cicho, chichocząc.
-Leon ja mówię serio, wstajemy.. - sięgam po swój telefon i odblokowuję ekran, w celu dowiedzenia się, która właściwie jest godzina. -Jest po dziewiątej.
-Co z tego?
-To, że pewnie wszyscy już wstali, a ja zaczynam się robić głodna. - mówię, ściągając z siebie szatyna. Po czym wstaję z łóżka i kieruję się do lustra, przytwierdzonego do ściany - które ukazuje całą mnie.
-Podoba mi się ten widok o poranku. - słyszę ochrypły, seksowny głos zaspanego Verdasa, który przewierca mnie pożądliwym spojrzeniem.
Kręcę głową z dezaprobatą, uśmiechając się pod nosem.
-Idę do łazienki, zanim z niej wyjdę masz wstać z łóżka.
Czterdzieści minut. Dokładnie tyle spędziłam w biało-czarnym pomieszczeniu. Teraz stoję przed lustrem, w którym przeglądałam się wcześniej i poprawiam artystyczny nieład na głowie. Moje włosy to jakiś koszmar - twierdzę, widząc swoje lustrzane odbicie. Wypuszczam powietrze z płuc i pobieram nowe, rozczesując spokojnie jasnobrązowe włosy, rozjaśniane na końcówkach. Ostatecznie decyduję się na luźnego koka, wysoko na głowie. W momencie, gdy stwierdzam, że moje włosy są nieco bardziej ogarnięte, poprawiam biały T-shirt, który mam na sobie. Idealnie współgra z czarnymi jeansowymi spodenkami. Później dobiorę do tego czarne szpilki od Christiana Louboutina i będzie perfect. 
Gdy przeglądam się w lustrze, drzwi od mojej sypialni się otwierają, a za nimi pojawia się mój chłopak, ubrany w niebieską koszulkę i ciemne jeansy. Włosy oczywiście postawione na żelu - dla lepszego efektu, jakby miał iść na podryw... Na mojej twarzy pojawia się uroczy uśmiech. Szatyn podchodzi do mnie, w efekcie pojawia się za plecami i umieszcza swoje dłonie na mojej talii... Musze przyznać, że cudownie razem wyglądamy.
-Pięknie wyglądasz. - składa na mojej szyi czuły pocałunek, odchylam nieco głowę... pozwalając mu tym samym na odrobinę więcej.
Unoszę jedną z rąk i w efekcie spotykam się w jego policzkiem, przesuwam ją w okolice ucha i włosów, które dopiero ułożył.
-Zwyczajnie. - obracam się na pięcie i zerkam wprost na jego usta. -Ale ty też niczego sobie.
-Wolałbym wrócić z tobą do tego łóżka za nami. - przechyla się nieco i znów czuję jego usta na swojej szyi.
Dlaczego to uczucie jest tak cholernie przyjemne?
-Kusząca propozycja. - odpowiadam, na co Leon unosi głowę i dosłownie kilka sekund później wpija się zachłannie w moje zaróżowione usta.
Całuje mnie namiętnie, błądząc dłońmi po plecach. Postanawiam nie być w tyle - oplatam jego szyję rękoma i wsuwam jedną z nich w jego włosy. Chwilę później czuję, jak tracę kontakt z podłogą - Verdas przenosi mnie na łóżko... Układając mnie na nim, ciągnę go za sobą nie odrywając się od niego.
-Może spędzimy resztę dnia w tym miejscu? - proponuje cicho, starając się uspokoić oddech.
-Chciałbyś. - chichoczę, wpatrując się w jego szmaragdowe tęczówki.
Leon ponownie łączy nasze wargi w namiętnym pocałunku.
-Violetta... - do moich uszu dochodzi wesoły głos przyjaciółki, która nagle przerywa swoją wypowiedź. Verdas odrywa się ode mnie i oboje spoglądamy w stronę drzwi, przy których faktycznie stoi zdekoncentrowana Cauviglia.
Wzdycham cicho.
-Emm... Kazali mi zawołać was na śniadanie. - gestykuluje, starając się jakoś wyjaśnić sytuację.
Podnoszę się nieco, opierając się na łokciach. Szatyn wzdycha ciężko i spuszcza wzrok, chowając twarz w mojej szyi.
-Zaraz przyjdziemy. - mówię spokojnie, posyłając Włoszce szeroki uśmiech.
-Przepraszam, Leon! - rzuca na wychodne.
Moment później już nie ma jej w mojej sypialni. Wygląda na to, że pan inteligentny nie zamknął drzwi i nie mogła zapukać - nawet gdyby chciała.
-No już, złaź ze mnie.
-Zabiję ją kiedyś. - wyznaje mój chłopak, opadając bezsilnie na łóżko.
-Nie przesadzaj. Nie zrobiła nic złego.
-Oderwała mnie od ciebie, a to już karalne. - stwierdza, na co zaczynam się śmiać, wstając na proste nogi.
-Chodź, bo zaraz przyślą Ludmiłę, a wtedy już nie będzie tak spokojnie... - wystawiam rękę, co nie umyka uwadze Leona... Szybko wstaje i łapie moją dłoń, splatając nasze palce ze sobą.
Przy okazji składa na moim policzku słodki pocałunek - napalony Verdas.
Schodzimy spokojnie po schodach, trzymając się za ręce. W momencie, gdy przekraczamy próg jadalni w oczy rzuca nam się pięknie przyrządzony stół i kilka wielkich talerzy na nim z kanapkami, goframi i naleśnikami. Kiedy oni zdążyli to zrobić? Z mojej twarzy nie schodzi uśmiech... zerkam na młodszego Verdasa - wydaje się nieco zdziwiony. Miejsca przy stole, czekają już tylko na naszą dwójkę.
-Czemu tak stoicie? Siadajcie do stołu, bo zaraz wszystko zniknie... Zwracając uwagę na duży apetyt Diega i Federico. - ponagla nas Ludmiła, zaszczycając dwóch mężczyzn naprzeciwko podejrzanym spojrzeniem.
Nie czekając dłużej siadamy przy stole. Wymieniam się z Francesca jednoznacznym spojrzeniem. A mianowicie "jakby co, to nic nie widziałaś." W odpowiedzi otrzymuję lisi uśmieszek.
-Federico, skąd ten wielki apetyt? Przemęczyłeś się dzisiejszej nocy? - dopytuje Leon, na co Włoch uśmiecha się nikle... Co wprowadza nas w cichy chichot.
Ludmiła milczy, starając się ukryć rumieńce na policzkach.
-Coś sugerujesz?
-Ty i Ludmiła zwinęliście się jako pierwsi. - przypomina starszy Verdas, zanim skosztuje gofra z owocami.
-Czysty przypadek. - kwituje blondynka.
-Oczywiście... A wy? - temat przenosi się na nas. -Co tak późno zeszliście?
-Leon nie chciał wstawać z łóżka, upiłeś go wczoraj.
-Sam pił. - wypiera się Diego.
-Mniejsza z tym, trafiłeś do łóżka, braciszku?
-Francesca, trafiłem do łóżka? - brunet składa na policzku swojej dziewczyny krótki pocałunek.
Ta śmieje się cicho.
-Bez mojej interwencji, z pewnością trafiłbyś na dywan. - sposób, w jaki Cauviglia to powiedziała zdecydowanie wprowadził nas wszystkich w śmiech.
-Wyspani? - wyrywa Ferro. -Mam nadzieję, że tak, bo moi rodzice zapraszają nas wszystkich na kolację. Podobno przyjeżdża mój kuzyn z Madrytu.
Wymieniam się zdziwionym spojrzeniem z resztą przyjaciół.
-Jak to? - pytam. -Nas wszystkich?
-No tak, moja mama twierdzi, że zbyt dawno was widziała. A poza tym chciałaby poznać słynnych braci Verdas. - oznajmia Ludmiła, po czym zatapia usta w soku porzeczkowym.
-Jak dla mnie to dobrze, jej mama piecze najlepsze ciasta na całym świecie. - do rozmowy dołącza chłopak mojej przyjaciółki. -Nie macie się czym martwić, będzie dobrze.
-Zgadzacie się?
-A mamy jakieś wyjście?
-Nie. - rzuca krótko Ferro.
Czuję jak Leon łapie mnie za rękę, uśmiechając się ciepło. Dobrze, że go mam...

Od autorki: Witam. Dzisiaj zadziwiająco późno, ale to dlatego, że całe po południe czytałam książkę no i mi zeszło, ale ją skończyłam. Jak widać w opowiadaniu jest wesoło i wgl. jak zwykle chyba xd Pojawi się nowa postać, ale mimo wszystko, dla wszystkich którzy twierdzą, że to opowiadanie jest cudowne, ciekawe itd.. No cóż... 
Oficjalnie ogłaszam, że napisałam epilog do niego i szczerze? Jestem z niego dumna. Jednak ukaże on się jakoś za dwa tygodnie(?) trudno stwierdzić. Mam za to pomysł na inną historię i wierzę, że wam się spodoba. Z pewnością będzie lepsza od tej... 
To chyba tyle co chciałam powiedzieć :) 
Do następnego ;*
Hope
10 komentarzy = next ;*
Powodzenia. 

EDIT: Zapraszam do głosowania w ankiecie na dole.

10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Wracam w dzień dodania nowego rozdziału.. Paula ty to masz tempo.. No, ale ok. Skarbie rozdział to cudeńko. Każde słowo jest piękne, niektóre nawet wzruszające.

      Wiesz.. Mogłaś jednak dać tego Leona i Federa na podłogę.. Czy tak czy tak Leon poszedł by do V, a Fede do L :D <3

      Kolacja u mamy Ludmiły? Coś się szykuje..

      E! E! E! V może mieć Leona, ale Jorge jest mój! *JorgistaForever*

      Kochanie przepraszam, że tak krótko, ale sie spieszę do lekarza.. Brawo Paulina koniec wakacji ty chora ! :/

      Weny słońce ;*

      Emily.

      Usuń
  2. OMG ! <3
    Rozdział Boski ♥
    Nasi 3 muszkieterowi się opili.
    Hahaha <333 Uwielbiam ich :D
    Nawet się dziwie że dziewczyny im pozwoliły xD :D
    Fedmiła już ten tego .... :D Hehehe ^^ :)
    Leoś napalony xD
    Hahaha :D

    Już nie mogę się doczekać next ♥
    Uwielbiam cię ! :D
    A zdradzisz nam coś z nowego opowiadaniaa ? xD ^^ *_*
    Besos ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny <3
    Mam nadzieje, ze w nowej histori Leonek tez bedzie typem podrywacza. Leonetta bedzie sie "nienawidzić" .
    Uwielbiam ich w takim wydaniu.
    Czekam na next ;)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez bym takie opowiadanie chciała ;*

      Usuń
  4. Fanastyczny! Czekam na next! Zgadzam się z Anonimem. Leon typem podrywacza- superr!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny ! Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety muszę pisać jako anonim :( ale opowiadanie boskie :* Czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej! Dziękuję za dedykację <3 Nawet nie wiesz jak się z tego ucieszyłam :3
    Rozdział genialny z resztą tak jak zawsze :* Chyba jeszcze nigdy nie było tak słodko i szczęśliwie... No może oprócz tego jak oglądali spadające gwiazdy w willi Diega. Wtedy romantyzm wziął górę <3
    Początek był mega śmieszny :-P
    Lu taka stanowcza wygania Federa na kanapę albo na podłogę, a Vils to samo robi z Leonem. Uuuu... XD Hahaha! Leonetta i Fedemiła buzi buzi, a tu nagle Diecesca wchodzi i im przerywa. Leon zły na Fran r ten jego tekścik 'Oderwała mnie od ciebie to już jest karalne'. Wyobrażam sobie minkę, którą wtedy zrobił... Hahaha! Kolacja u rodziców Ludmi. Nowa postać? Obstawiam tego kuzyna z Madrytu. No to chyba wszystko,nie? Jeszcze raz dziękuję za dedykację <3
    Buziaczki :*
    Czekam na next :-)
    /Nitka

    OdpowiedzUsuń