Ariana dla WS | Blogger | X X X

13.1.18

19. Wiara w odkupienie


Moje przypuszczenia i najśmielsze czarne myśli przeobraziły się w rzeczywistość, ponieważ gdy tylko podjechałam samochodem na swoją ulicę i zaparkowałam, po czym oczywiście całkowicie spokojna wysiadłam z auta… Nieświadoma niczego minęłam swobodnym krokiem samochód stojący niedaleko od mojego. I zatrzymałam się. Poczułam na gardle chłodny uścisk kolejnego problemu. Odwróciłam się, modląc się, by to nie był ten samochód, o którym myślałam.
No i na marne wyszło mi okłamywanie siebie.
Ten sam.
Tak jak w tamten pamiętny wieczór, gdy Leon Verdas po raz kolejny wszystko spieprzył. Wszystko wróciło. Natychmiast przed oczami miałam siebie patrzącą w okno domku nad jeziorem. Jej dłonie wplątane w jego włosy. Krzyki i kłótnia. A przed domem ten sam, pieprzony samochód.
Miałam tylko złudną nadzieję, że ten pieprzony samochód stoi tu nie po to, by właścicielka mogła złożyć mi wizytę. Wokół przecież mnóstwo innych domów. Może Natasha wcale nie zdaje sobie sprawy z tego, gdzie mieszkam?
Może za bardzo dramatyzuję?
Jestem przewrażliwiona.

17.12.17

18. Misja samobójcza


Biuro było przestrzenne. Zadbane. Ładne.
Mężczyzna w mojej marnej ocenie – nawet przystojny, lecz arogancki i egocentryczny.
Natomiast rozmowa o pracę nigdy nie wychodziła mi najlepiej. Może dlatego, że nigdy tak naprawdę nie miałam możliwości jej odbyć. Praca u Carlosa rozpoczęła się zaraz po studiach i jako jego rodzina, a także jako mój prawny opiekun, postanowił darować sobie głupoty z rozmowami o pracę i CV. Od razu dostałam robotę, której nawet nie chciałam – co było niezłym paradoksem. Pensja nie była zła, więc nie marudziłam, a później to nawet polubiłam. Mogłam pomagać ludziom, a to czyniło tę pracę cenniejszą niż mogłoby mi się na początku wydawać.
Ciemne oczy studiowały dokładnie moją marmurową minę i nieufne oczy. Czułam się jak na przesłuchaniu, na którym wcale nie chciałam być. Nie lubiłam tego uczucia, niemalże się go bałam. Gale wziął do ręki moje dokumenty i przejrzał je dokładnie, skrupulatnie.
Tak naprawdę wiedziałam, że wcale ich nie potrzebuje i jest to po prostu czysta prowokacja, tyle, że nie do końca wiedziałam, czemu miała służyć. Jasne było, że chce mnie tutaj. Gość usiłował się ze mną umówić co najmniej 20 razy. Teraz po prostu udawał, że tego nie pamięta. Nie wiem z kogo chciał zrobić idiotę. Z siebie czy ze mnie.
Jestem skłonna do pierwszej opcji.
Minęło trochę czasu, nim usłyszałam jego głos.
Tak, znów kojarzył mi się z Verdasem.