20. Kilka prawd


Siedziałam z podkulonymi nogami na szerokim parapecie, wpatrując się w rozgwieżdżone niebo. Myślałam. Intensywnie myślałam o minionych dniach. Wszystkie sytuacje przelatywały mi przed oczyma. Śmierć Sophii. Pocałunek z Leonem. Propozycja Carlosa... I wiele innych. Myśli kumulowały się, biły, odbijały echem w mojej głowie, ale tylko cicho westchnęłam, opierając głowę o zimną ścianę. Przez tyle lat kłamstw, krętactw i milczenia, teraz pojawiła się okazja, by dowiedzieć się wszystkich szczegółów... Wszystkiego co On ukrywał, a czego nie znalazłam na pendrive, którego do tej pory nie przejrzałam w całości. Nie miałam tyle odwagi... 
Wszyscy mówią "Violetta jest najodważniejszą kobietą jaką w życiu spotkałem. Rozważną, stanowczą, odpowiedzialną" ale to nie prawda. Brednie wyssane z palca. Potrafię płakać, krzyczeć z bólu, wić się w łóżku, bo mnie ktoś zranił. Potrafię. Tak jak każdy człowiek na tej ziemi. Nie ma niezniszczalnych, obojętnych, półprzytomnych ludzi, bo to tylko dobra iluzja, by ukryć prawdę i nie pokazywać jej światu. 
Kiedy wyciągasz rękę, by chwycić prawdę, nadzieję albo choćby szczęście, ono umyka niczym spłoszony lis w odmęty ciemności. Nie złapiesz go, bo nie masz siły. Nie zawołasz, bo wiesz, że nie wróci. Ludzie bywają naiwni, ale są też bezradni. Człowiek zdany tylko na świat, nie wierzący we własne myśli jest niczym piasek na bezludnych plażach. Nic nie znaczący, bezradny, bezwładny... 
Ja nie chcę taka być, więc dlaczego nie potrafię godzić się z własnymi decyzjami? Dlaczego każde pojedyncze słowo zamienia się w popiół wątpliwości, rozwiewany przez wiatr? Każde wypowiedziane do mnie słowo umknęło gdzieś w odmętach myśli... Jeszcze chyba nigdy nie byłam tak nieobecna jak dziś. Leon martwił się, że coś się stało, ale ja przeczyłam na każdy możliwy sposób, aż przestał. Dobrze wiem, że mi nie wierzy. Dobrze wiem, jak szybko domyślił się, że coś ukrywam. Ale nie naciskał... Powinnam mu za to dziękować? 
-Violetta? - Wzdrygnęłam, słysząc głos w ciemności. Poznałam Jego barwę głosu, tylko ten mnie uspokaja... Ale tym razem nie potrzebowałam uspokojenia, tylko samotności. -Co tu robisz? Na strychu?
Szatyn usiadł po drugiej stronie parapetu obitego drewnem i oparł łokcie na nogach, schylając się nieco. Spojrzał na mnie badawczo, skanował twarz, dopóki nie oderwałam wzroku od błyszczącego nieba. Kątem oka doskonale widziałam, co robi i jak się zachowuje. W półmroku wydawał się jeszcze bardziej idealny, niż był za dnia. 
-Jak mnie znalazłeś?  - Zaczęłam bawić się palcami, uśmiechając się blado. 
-Ludmiła... - Leon zaśmiał się gardłowo. Uwielbiam jego uśmiech. 
-Lu nie wiedziała gdzie jestem. 
-Teoretycznie - machnął rękoma. -Widziała jak idziesz na górę, a nie było cię w sypialni, więc przy pomocy Fede zdobyłem potrzebne informacje. A wracając... Co tu robisz? - Uniósł brew. 
Wróciłam wzrokiem do gwiazd. Uspokajały mnie...
-Myślę - rzuciłam krótko. -Niedawno znalazłam to miejsce i mi się spodobało. Tak tu spokojnie i cicho... 
-Violetta, powiedz mi, co cię dręczy. - Spojrzałam na niego badawczo. Trwał w bezruchu, niczym posąg, wypalając dziurę w mojej duszy swoimi oczyma. Verdas jest stanowczym mężczyzną i jeśli o coś prosi, albo żąda, robi to bez powodu. Dobrze to wiem. 
-Życie, Leon... - Szatyn uniósł brew. Nie zrozumiał. -Dwa dni temu Carlos złożył mi pewną propozycję. Zastanawiam się, co się stanie, jeśli ją przyjmę... 
-Nie rozumiem, przepraszam - wymruczał zakłopotany. 
Uśmiechnęłam się pocieszająco. W głowie wykiełkowało pytanie: to już czas? Czy to odpowiedni moment na to, by Leon poznał jedną z ważniejszych dla mnie historii? Nie mam pojęcia jak zareaguje, jaką będzie miał minę na zakończeniu opowiadania. Wiem tylko, że bardzo mu ufam i kocham, a taki człowiek zasługuje na wszystko, co tylko jestem w stanie mu dać. On mnie nie oszuka, nie zdradzi. Nie jest przecież Carlosem. 
-Bo nie znasz historii. - Ściągnęłam nogi z parapetu i obróciłam się z powrotem twarzą do zielonych oczu, obserwujących mnie z uwagą. -Carlos jest typem człowieka, który lubi tajemnice, kłamstwa i intrygi. Wielokrotnie wpajał mi nie jedno kłamstwo, by tylko osiągnąć swój cel. Jak byłam młodsza powtarzał, że kiedyś będę taka jak on. Że zrozumiem wszystko, o czym wtedy wiedziałam, choć wcale nie chciałam... Wiedziałam kiedy i z jaką kobietą sypia w łóżku, co robi w pracy jak i poza nią. Wszystko, co tylko mogłam dostać w swoje ręce, brałam bez większego wysiłku... Jego i tak nigdy nie było w domu... Opiekował się mną od momentu kiedy rodzice zginęli. Matka umarła, o ojcu niewiele pamiętam. - Verdas napiął mięśnie. Był zszokowany. -Carlos Brown... - zakpiłam nienawistnie. -To mój wuj, Leon. 
-C..Co? - wydukał z niezłym trudem. 
-Nienawidzę tego, że moja krew mogłaby uratować mu życie. - Obróciłam powoli i ponownie spojrzałam na gwiazdy, tylko wtedy mogłam kontynuować. -Od dziecka nienawidzę każdej chwili spędzonej z nim, każdego momentu, kiedy udowadniał mi raz po raz, że żyję tylko dzięki niemu, bo jako jedyny przyjął mnie pod swój dach. Chciałam się uwolnić, ale nie potrafię... - Pewnie gdybym się nie uodporniła, łzy płynęłyby strumieniami podczas mówienia tego, ale ja tylko patrzyłam w otchłań nieba. Słowa same się wydobywały z mojego wnętrza. -A teraz mam szansę, Leon. 
-Co to znaczy? 
-Carlos zaproponował mi spotkanie z mężczyzną, dzięki któremu dowiem się wszystkiego, czego tylko zechcę... 
-Pod jakim warunkiem? - Skąd wiedział? 
-Warunków nie dyktuje już Brown... Nie znam mężczyzny, do którego ten przywilej należy w tym momencie. 
Leon westchnął nerwowo, chowając twarz w dłoniach. Za chwilę spojrzał na mnie już bardziej poirytowany, niż zdenerwowany. Podniosłam się i stanęłam na prostych nogach. Nie miałam butów, jedynie białe skarpetki, które już teraz były pewnie czarne od spodu - Ludmiła rzadko zaglądała na strych. On podążył moim śladem i zaraz staliśmy naprzeciwko siebie. 
-Proszę, - przymknął na moment oczy - powiedz, że się nie zgodziłaś. 
Otworzyłam szerzej oczy, opanowało mnie zdziwienie, rozczarowanie? Ale rozumiem jego postępowanie, po prostu martwi się bardziej, niż ktokolwiek inny. Doceniam to. 
-J..ja zgodziłam się, Leon. Nie zmienisz tego, nie cofniesz słowa, które już padło, bo jest już za późno... - szepnęłam cicho, patrząc mu prosto w oczy. 
-Violetta.
-Jest za późno. 
Oboje milczymy przez długi czas wpatrując się sobie nawzajem w oczy. 
-Violetta! - Słyszę z dala głos roześmianej blondynki. To chyba już czas, by zejść do dwójki zakochanych, pomyślałam. 
-Chodź. - Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w stronę schodów na niższe piętro. Leon niechętnie, ale grzecznie podreptał za mną. 


-Jak Ci poszła rozmowa o pracę? - spytałam brązowooką, kiedy z kawą w ręku opadała na oparcie białej sofy. Obok niej siedział Federico, ale on miał w ręku sok z czarnej porzeczki - tak samo Leon. Ludmiła odleciała na chwilę, wpatrując się w jasny dywan zdobiący panele pod stolikiem do kawy, lecz zaraz się ocknęła i odpowiedziała:
-Chyba dobrze. Czułam się trochę dziwnie, odpowiadając na głupie pytania tego całego szefa, ale mam wrażenie, że nic nie spieprzyłam. A przynajmniej nie tym razem - skwitowała i upiła łyk gorącej kawy. 
Ferro już od dłuższego czasu pragnęła dostać się do jednej z lepszych kancelarii w Nowym Jorku, ale wcześniej po prostu za późno przychodziła na rozmowę i odsyłali ją z papierami. Naprawdę myślałam, że blondynka w końcu zrezygnuje i wróci tam, gdzie miała swoje miejsce, by pomagać ludziom i dobrze na tym zarabiać. Ale została i wreszcie znalazła kancelarię poszukującą prawnika po studiach. Miejmy nadzieję, że w końcu ktoś ją przyjmie. Przecież nie studiowała na darmo. 
-Na pewno wszystko będzie dobrze - pocieszył ją Federico. Spojrzała na niego niepewna. 
-A jak nie? 
-No to ja i Leon pójdziemy do niego w odwiedziny, prawda? 
Zerknęłam na Verdasa, On to zauważył i posłał mi delikatny uśmiech obejmując mnie ręką w pasie. 
-Pójdziemy tam przy najbliższej okazji. - Wzrok blondynki zabiłby najlepszego zawodnika... Szatyn puścił jej oczko, a mnie przyciągnął do siebie i pocałował delikatnie we włosy. 
-Módlmy się, żeby do tego nie doszło - skomentowałam gorzko, upijając odrobinę czarnego, gorącego napoju, podczas gdy panowie kosztowali sok. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nie alkohol, ale o nic nie pytałam. Moja przyjaciółka również. 
-A co tam u was? Vilu podjęłaś już decyzję, prawda? 
Pokiwałam energicznie głową. 
-Owszem... Ale wciąż nie jestem pewna swojej decyzji. 
-U nas świetnie - wciął się Leon. Szybko spostrzegłam, że nie lubi rozmawiać o tej sprawie z wszystkimi, a nawet ze mną. Kaleczyłyśmy ten temat z Ludmiłą już drugi dzień, ale męska część towarzystwa dowiedziała się o wszystkim dopiero dzisiaj. -Stary, pamiętasz, że mieliśmy coś zrobić? 
-Ale teraz? - Biedny Pasquarelli zakrztusił się napojem. 
Uniosłam wysoko brwi patrząc na Verdasa, który akurat teraz przeszywał przyjaciela niezrozumiałym dla mnie spojrzeniem. Coś knują... 
-Tak, teraz. 
-Ew, o co chodzi? 
-O nic, kochanie. - Szatyn wstał z sofy i podążył w kierunku drzwi. To chyba jasne, że poszłam za nim chcąc dowiedzieć się o wiele więcej, niż zdążył z siebie wykrztusić. Miałam czas, bo zanim chłopak Lu wstanie z mebla to trochę czasu minie. 
-Leon - wydukałam opierając dłonie na biodrach, a On zamarł słysząc mój poważny ton i obrócił się na pięcie z grymasem na twarzy. Mam do czynienia z dzieckiem, czy kolejnym kłamcą? Ten facet chyba zdaje sobie sprawę z tego, że nigdy bym mu nie wybaczyła. -Powiedz mi, gdzie jedziecie. 
-Nie mogę. 
-Co? - Zmarszczyłam brwi. -Niby dlaczego? 
-Wybacz Vilu, ale to naprawdę ważne, żebyście nie wiedziały - wtrącił Federico pojawiając się u mego boku. -Nawet jeśli uznasz to za kłamstwa czy cokolwiek innego, a znam cię na tyle dobrze, że wiem co sobie teraz myślisz... Musisz mi uwierzyć, że to nie tak. Po prostu nam zaufaj. 
Szatyn mówił do mnie, ale ja patrzyłam tylko na Leona, złapał mnie na tym zaraz na początku przemowy kolegi. Obezwładniła mnie niepewność, nieufność. Dwóch mężczyzn, którym bezgranicznie ufam postanawia jechać gdzieś w środku nocy i nawet nie są w stanie określić, gdzie właściwie się wybierają. Nagle poczułam przy sobie obecność przyjaciółki, tym razem z porcją martini. 
Verdas podszedł do mnie i zmierzył się z moim zawiedzionym wyrazem twarzy, pustym spojrzeniem. Nie musiałam ukrywać, że poczułam się niepewnie, pomimo tego, że ufałam mu i tak bardzo go kochałam. Ułożył rękę na moim policzku i powiedział:
-Zaufaj mi, Violetta. Nie proszę o nic więcej, tylko tyle... Wiem, jak ciężko jest ci to zrobić, bo wiele razy ludzie zawodzą i niszczą jakąś część ciebie, ale mimo wszystko... 
Pokiwałam delikatnie głową, ale w tym momencie nie ufałam nawet sobie. Całe życie łudziłam się, że w końcu będzie dobrze, ale jak mam to uwierzyć, skoro każdy coś ukrywa? 
Leon nachylił się ku mnie i odnalazł moje wargi . Przymknęłam oczy rozkoszując się smakiem jego ust, spragnionych moich. Ale chwila trwała zbyt krótko. Nim otworzyłam oczy usłyszałam trzask drzwi, a ich już nie było. Potem doszedł do mnie odgłos odpalanego silnika i zanikanie samochodu w otchłani ciemności. 
Ludmiła stanęła obok, objęła mnie rękoma i oparła swoją głowę o moją. Przytrzymałam jej dłoń i ścisnęłam lekko. Czasami miałam nieodparte wrażenie, że tylko ona z nich wszystkich mnie nigdy mnie nie okłamie.  

17 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Hej Cherry! ♥

      Mówcie wszyscy co chcecie, ale mi w Leonie od samego początku coś nie pasuje.
      Cholera ta osoba ze snu Vils na początku, która spotkała się z Carlosem to mógł być on!
      Do tego nagle później pojawił się w firmie.
      Violetta jest nieufna. Ona też podejrzewa, że wszyscy w koło ją okłamują.

      Verdas już wie więcej na temat przeszłości Vils. Do tego wie, że Carlos to jej wujek.
      Nie jest zadowolony, że zgodziła się na spotkanie z obcym typem. Kto by był??
      Vils go kocha i nie zniosłaby cierpienia zadanego z jego strony :**

      Lu stara się o pracę.
      Chłopaki jadą coś załatwić.
      Ale co?? Uwielbiam to opowiadanie! Jest takie tajemnicze i to w nim kocham!
      Boski. Zajebisty. Cudowny. Genialny. ♥😮😮😮♥♥♥♥
      Czekam na next :*
      Buziaczki :* ❤

      Maddy ❤

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Wracam już teraz, bo aktualnie mam czas, a potem może mi go zabraknąć. Wgl hej kochanie! Widzę, że chcesz mi wynagrodzić to, że już jutro poniedziałek. Najgorszy dzień tygodnia chyba każdy wie dla czego. No, ale przechodząc do rozdziału. Jest perfekcyjny. Każde słowo jest dodane w idealnym momencie i w idealnym miejscu. Jak gwiazdy. Oczywiście ziemniak poszedł do sklepu i sie przez połowę drogi jarał gwiazdami. Jestem mega dziwna <- mój własny ojciec mi tak powiedział, haha. Miejscem Violki do myślenia jest parapet na strychu. Ciekawe. Ogólnie uwielbiam Verdasa w twoim wykonaniu. Jest tajemniczy, ale wspiera V. w każdej sytuacji. To jest takie przekochane. Tylko ty, ja myślę, że on powie Castillo o co chodzi c'nie ? Jejku, dalej nie mogę uwierzyć, że oni są razem. To jest najlepszy związek jaki powstał, żyje i żyć będzie. Amen. Opisując jednym słowem ten rozdział? Zdecydowanie tajemniczość, ale to wszystko ma sie wyjaśnić. Tak na koniec chciałam cię bardzo przeprosić, że komentuje co drugi lub trzeci rozdział. Wszystkie czytam, wszystkie mi się podobają. Myślę, że od tego podziału będę już wszystkie komentować.

      Ziemniak

      Usuń
  3. Cudo ! doskonałae ! boskie ! nie ma lepszego ! chce następny !

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudny ♡♡♡
    Czekam na next'a :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś bezczelna suka. Rozumiem, że pierwszej Cherry nie ma juz na bloggerze, ale nie musiałaś kopiowac nicka... To świadczy, jak bardzo kreatywna osoba jestes, gratuluje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co proszę?
      Jakie kopiowanie? Ja nic nie kopiowałam ;-; Nawet nie wiedziałam, że była jakaś inna Cherry -.-
      Btw. jak Ci nie pasuje to wypad ;)))

      Usuń
    2. Eghem, że co proszę? Że niby Ćwok kopiuje? Hahaha, puknij się w łeb i tyle rąbnięty anonimku ;-;.
      A jeśli chcesz wiedzieć, to bardzo długo myślałam z Ćwokiem nad nowym Nickiem dla niej, więc możesz się łaskawie przymknąć? ;)
      Dziękuję.
      #WkurzonaMałpaJestNieobliczalna.

      Usuń
    3. @Cherry Odpuszczę, rozumiem, że nick nie był na tyle powszechny. Poza tym sama autorka porzuciła bloga (o Leonettcie), więc całkowicie dociera do mnie fakt, że nigdy wcześniej znałaś podobnego użytkownika. :) Przepraszam, to był chwilowy impuls.
      @Kerry Od Ciebie natomiast zajeżdża - poza szczeniackim wiekiem - niski poziom elokwencji. ;) x

      Usuń
    4. Jasne, cieszę się, że sprawa jest wyjaśniona :)
      Faktycznie nie miałam pojęcia, że była jakaś dziewczyna o takim nicku i na dodatek miała bloga o Violetcie.
      Nie przejmuj się, ale mogłaś zachować obraźliwe słownictwo pod kontrolą :>>

      I prosiłabym o nieobrażanie też mojej koleżanki :))

      Usuń
  6. Nie zwracaj uwagi na godzinę, bo..
    Wcale nie idę jutro do szkoły.
    Wcale nie nie mogę spać.
    I wcale nie boli brzuch.

    WHY :'(

    Cześć ♥
    Nie wiem, czy mnie kojarzysz, ale jakiś miesiąc temu zamieniłyśmy kilka słów na gg :D. Wiesz co ci powiem? Nie podołałam xD, Ja nie ma cierpliwości na szablony i od razu się denerwuję, gdy mi wychodzą, dlatego tę działkę pozostawię tobie.

    Na wstępie, to wgl WOW. Masz 3 blogi (?) + jesteś w załodze szablono-sfery. Szacun, naprawdę. Mi już trudno znaleźć czas na jednego bloga, a co dopiero aż trzy i do tego grafika. Serio, podziwiam cię i z tego miejsca składam gratulację :*.

    Co do historii..
    Nadrobiłam wszyściutkie rozdziały na jednym wdechu, rly. Piszesz cuudownie! ♥. Metafory, porównania - wszystko pięknie skomponowane. Niewiarygodne, że w jednej osóbce mieści się tyle talentu. Grafika, pisanie, czy masz jeszcze jakieś ukryte zdolności? :D

    Wieje tajemniczością w tym rozdziale..
    Co Verdas knuje? Mam nadzieję, że nie zrobi nic, czego nie chciałaby by Violetta, bo.. Będzie źle. León nie może być zły, no. Bo to Verdas, a on kocha V i pragnie jej szczęścia. I tej wersji się trzymajmy ^-^.

    A do tego widać, że on się martwi o nią, więc nie mógłby jej oszukać, prawda? PRAWDA?

    Czekam na next :*
    Hana ♥

    OdpowiedzUsuń