13. Nie chcesz wiedzieć.


Czekam na umówionym, przez porywaczy, miejscu. Jestem w lesie obok opuszczonego domu. Musze przyznać, że jest cholernie zimno i choć mam na sobie ciepłą kurtkę, zimne powietrze przenika i chłodzi moje kruche ciało. Lodowaty wiatr porusza gałęziami drzew, otula moją twarz i dłonie. Opieram się o jedno z drzew i wzdycham co chwilę. Zbliża się wieczór, a ich wciąż nie ma. 
Wspominałam, że czekam już ponad godzinę? Przez ten czas zdążyłam odrzucić pięć połączeń od Verdas'a i przeczytać trzy wiadomości od Federica. To nie jest śmieszne. Obaj zaczynają mi poważnie działać na nerwy. Jeśli powiedziałam, że zrobię to co trzeba, to tak będzie. Czego tu można nie zrozumieć? Ale to przecież przewrażliwieni faceci, którzy nie mogą pojąć, ze jestem dorosła i dam sobie radę. Ten fakt jest jak kobiety, ich też nigdy nie zrozumieją. 
Pocieram zmarznięte dłonie o siebie i chucham w nie. Wiele to nie dało, ale jednak jakiś minimalny efekt jest. Rozglądam się po okolicy. Wreszcie dostrzegam, że coś się przemieszcza pomiędzy drzewami. Dwóch mężczyzn, którzy ciągnął kogoś na sznurku przywiązanym do rąk. Obaj mają czarne ubrania, ale ta trzecia postać... Sophia! Tylko ona ma taka kurtkę. Poznałabym ją nawet na końcu świata. 
Stoję nieruchomo i zaciskam zęby. Robię wszystko, byleby nie wyciągnąć broni i nie strzelić im w głowy. Boli mnie to, jak się z nią obchodzą i to, jak ona wygląda. Ma podbite oko i z daleka widać, że nie może iść. Jeden z mężczyzn ciągnie ją za sznur i wcale nie przejmuje się tym, czy ona daje radę czy nie. Robi swoje i daleko ma to co czuje moja przyjaciółka. Ugh! Gdybym mogła ucięłabym mu te ręce i połamała nogi. Wtedy by się przekonał, co to znaczy zadzierać z kobietą. I wcale nie uszłoby mu to na sucho. 
Kiedy porywacze znajdują się już wystarczająco blisko, zatrzymują się. Patrzą na mnie jak na ofiarę, ale przecież wcale nią nie jestem. On nie zdaje sobie sprawy, z kim tak naprawdę zadarł. Oni obaj.
Idioci.
Wreszcie głos zabiera jeden z nich:
-Panna Castillo bez wsparcia? Całkiem sama, by tylko ratować swoją kochaną przyjaciółkę. Śmieszne. 
-Puść ją wolno. - warczę. 
-Nie tym tonem, ślicznotko, nie zawarliśmy jeszcze układu. - mówi dumnie. 
Zerkam na Sophię, która ledwo klęczy. Zaciskam dłonie. Zaraz wracam wzrokiem do faceta w czerni.
-Czego chcesz? 
-Ciebie. - osłupiałam. Mnie? No chyba sobie koleś jaja robi...
-Słucham? A po co wam ja? - syczę zdziwiona. 
Mężczyźni zerkają na siebie z dziwnymi uśmieszkami. 
-Jesteś ładna, zdolna i seksowna. A my wiemy jaki jest twój słaby punkt - spogląda na szatynkę - ona jest twoim słabym punktem. Wiem jak to wykorzystać, więc raczej nie masz wyboru kochanie. 
-To twoje ostatnie zdanie? Nie wolisz pieniędzy? 
-Jesteś lepsza niż pieniądze. 
Wymiotować mi się chce, jak słyszę jego lubieżny ton. Ale zamiast tego patrzę na przyjaciółkę, która chwyta moje spojrzenie, a jej oczy napełniają się łzami. Szybko zauważam, że ten drugi zaciska jej sznur na nadgarstkach. Chcę ruszyć jej na pomoc, ale w porę się zatrzymuję. Dobrze wiem, że obaj mnie obserwują. Oblewam tego pierwszego wściekłym spojrzeniem. 
-W porządku. - mówię ku jego zdziwieniu i podchodzę do jednego z nich. Jest zdziwiony, ale nic nie mówi. Oszołomiony. Szybko zerkam na Casta'ę i modlę się, by nie ucierpiała. -Wypuść dziewczynę. Teraz! 
-Oddasz mi się cała? 
Obrażający, obrzydliwy palant!
Kiwam nieznacznie głową i patrzę, jak drugi rozwiązuje moja przyjaciółkę. Ta upada na ziemię. Zemdlała. Hamuję wszystkie odruchy, by tylko do niej nie podbiec. Korzystając z okazji, że obaj mężczyźni są wystarczająco blisko, podchodzę. Szybko dostrzegam, że niższy ma sznur przywiązany do ręki. Schylam się i chwytam za jego koniec, a potem obracam nim tak, że facet uderza w drzewo. Zanim drugi wkracza do akcji wykonuję obrót i butem uderzam go w twarz. Traci orientację, jednak szybko ją odzyskuje i leci na mnie z atakiem. Uderzam go w twarz. Raz. Drugi. Trzeci. Kiedy jego wspólnik przytomnieje i chce podejść owijam rękę wokół szyi porywacza, wyjmuję pistolet i przystawiam do jego skroni. 
-Ani drgnij, bo on zginie. - warczę. 
-Groźna dziewczynka. - odpowiada z głupim uśmiechem. 
Nie wytrzymuję i w ciągu sekundy nakierowuję broń na jego nogę i strzelam. Upada na ziemię, a udo wyraźnie krwawi. Tego, którego trzymałam przy sobie uderzam pistoletem w głowę. Traci przytomność i upada, gdy go puszczam. 
Zaraz chowam pistolet i podbiegam do nieprzytomnej przyjaciółki. Jest cholernie zimna, ale puls czuję. Rozglądam się histerycznie za samochodem, który stoi gdzie na drodze. Muszę ją zabrać do szpitala... 


-Jak się czujesz? - pytam siadając na kanapie obok przyjaciółki. Spoglądam na nią niewinnym wzrokiem. Jej oczy są podkrążone, usta chropowate - na których widnieje wyraźne rozcięcie i rana po nim pozostała - a wzrok tak pusty, że przerażający. Włosy otulają jej poranioną twarz; widnieją na niej siniaki, razy na brwi i policzkach. Sophia patrzy w jakiś punkt przed sobą, jakby była otępiała i niezdolna do życia, a wcale tak nie jest. Po chwili wzrok kieruje na mnie. Posyłam jej blady uśmiech, wcześniej wciskając kubek z ciepłą herbatą do rąk. 
-Lepiej, żebyś nie wiedziała. - słyszę jej cichy, ochrypły głos. Potem przechyla sobie kubek do ust i upija malutki łyk. Widzę, jak bardzo się wysila, żeby nie zwymiotować. Mnie samą to boli... myśl, że moja najlepsza przyjaciółka wygląda jak osoba, która natychmiast potrzebuje lekarza, choć dopiero od niego wróciła. 
Sophia przez ostatnie tygodnie była w szpitalu. Ja w tym czasie robiłam wszystko, by tylko poprawić jej humor. Sprawić, by jej się polepszyło. Kupowałam jej ulubione kwiaty, robiłam obiady i nosiłam jej do sali, dostała nowe bluzki, koszulki i spodnie. Te, które wzięła ze sobą, gdy miała zamiar wyjechać gdzieś zaginęły. Znaczy, tak myślę, nie pytałam o nic. Nie chciałam wzbudzać nieprzyjemnych wspomnień. Casta nie składała nawet zeznań, ale porywacze i tak gniją już w więziennych murach. 
Naprawdę myślałam, że pobyt w szpitalu i cotygodniowe wizyty psychiatry sprawią, że dziewczyna zyska chęć do życia i obudzi w sobie tą radość, jaką napawała mnie każdego dnia. Nic z tego nie wróciło. Szatynka jeszcze bardziej pogrążyła się w swoich smutkach, a ja nie potrafię tego naprawić. To chyba boli najbardziej. 
-Hej - gładzę jej ramię, a ona w efekcie cicho syczy. No tak, zapomniałam, że tam też ma rany. -przepraszam. Ale chciałam powiedzieć... że któregoś dnia wszystko wróci do normy. Zobaczysz. 
-Nie. Nie wróci, Violetta. Ty nie masz pojęcia, co oni ze mną robili... Jak bardzo skrzywdzili. Nie odważyłaś się zapytać, bo za bardzo się bałaś. - mówi cicho, ale z premedytacją. -A prawa jest taka... Że nie byłam tylko bita. 
-C.. - wciąż nie mogłam wypuścić tego z ust -C..co oni ci zrobili? 
-Nie chcesz wiedzieć. 
Westchnęłam. 
-Sophia, wciąż milczysz. Nie chcesz mi nic mówić i w zupełności to rozumiem, dlatego nie naciskam, ale w końcu musisz komuś powiedzieć. Jeśli tego nie zrobisz, to cię zniszczy psychicznie. Rozumiesz? Takich rzeczy nie dusi się w sobie, bo rosną.. I w końcu dojdzie do takiego momentu, kiedy nie wytrzymasz. - mówię spokojnie, ściskając jej rękę. -Nie chcę, żeby do tego doszło... 
-Ja... - wzdycha cicho - ja nie jestem na to gotowa, Vilu. 
-Jasne..
-Nie, nie rozumiesz. - spojrzała mi w oczy. -Nie wiem, czy kiedykolwiek będę. 
Naszą rozmowę przerywa dzwonek do drzwi, którego dźwięk rozchodzi się po całym mieszkaniu. Mrużę bezsilnie oczy, tylko po to, żeby później je otworzyć, wstać i pójść do drzwi. Chwytam za zimną klamkę i ciągnę swoją stronę. Moim oczom ukazuje się Leon, a za nim uśmiechnięty Diego. Mimo wszystko, jego uśmiech przenika moja osobę i odwzajemniam gest, ruchem zapraszając ich do środka. 
-Cześć. - wyrywa Hernandez. -Jak Sophia? - pyta, a ja dopiero teraz zauważam, że za plecami trzyma dla niej kwiaty. Lustruję go podejrzliwym wzrokiem, nim odpowiem:
-Idź i sam sprawdź. Na pewno się ucieszy.
Diego uśmiecha się szeroko i rusza do salonu, zostawiając mnie i szatyna samych. Po krótkim zastanowieniu zarzucam ręce na szyję Verdas'a, a ten przyciska mnie do swojego ciała. Czuję się pewniej, kiedy mnie przytula. 
Leon bardzo mnie wspierał, kiedy Sophia leżała nieprzytomna w szpitalu dniami i godzinami. Wiedział, jak ciężko mi się na nią patrzyło. Wziął nawet moje sprawy i dochodzenia... Pracował tak jakby na dwa etaty i nie śmiał żądać czegoś w zamian. Jest świetnym przyjacielem. Nie pamiętam, jaki facet poza nim byłby w stanie aż tak się poświęcić dla kobiety. No może jeszcze Federico, ale z nim to inna historia... 
-A ty? - słyszę. -Jak się czujesz? Co z Sophią? 
Odsuwamy się od siebie. Czasami irytuje mnie to, że jest wyższy nawet jak mam szpilki. Teraz ich nie mam. 
-Ze mną dobrze.. Z nią troszkę lepiej, ale wciąż jest zamknięta w sobie. Nie mam pojęcia, jak do niej dotrzeć. 
Szatyn nie odpowiada. Robi jeden krok, kładzie dłoń na moich plecach i prowadzi nas do łuku ściennego - który z kolei ukazuje cały salon. Dostrzegam jak Diego siedzi przy szatynce otulonej kocem. Uśmiechają się, a kwiaty lezą na stoliku. Brunet streszcza jej dzień z pracy... Przyjemnie mi się patrzy, na uśmiech - nawet tak niewyraźny - przyjaciółki. 
Mimo wszystko dręczy mnie to, co - oprócz pobicia - mogli jej jeszcze zrobić... 

Autorka: Cześć kochani! Jak mija piąteczek? Wróciłam ze szkoły po 15 i szczerze mówiąc jak byłam w sklepie i kupowałam coś tam... I to było po lewej stronie a ja do kasjerki "Po prawej, bardziej w prawo". Jak mnie poprawiła z tyłu jakaś kobieta że to ma być w lewo a nie prawo to ja w myślach takie 'osz kurde'. Myślałam że zemrę na miejscu ^^ ... Otóż, efekty siedzenia w szkole do 15 i ostatniej lekcji z wychowawcą, który nic tylko żartuje xD 
Kochani, rozdziały będą teraz znacznie rzadziej! Powód? Prosty. Wczoraj była wywiadówka (nie narzekam, mama była zadowolona xd) i zaraz koniec półrocza, mam masę sprawdzianów, nauki ogólnie + przedstawienia dwa się szykują, w których mam występować (są dzień po dniu także ostro...) i z tego wszystkiego mam próby. Wracam do domu około godziny dziewiątej, ósmej. W szkole siedzę nie wiadomo ile... 
Dodatkowo mam jeszcze zamówienia [nie mam pojęcia jak się z nimi wyrobię] i pisanie. Dziś próbowałam coś na fizyce napisać i nawet mi wyszło. Wątek mały z teeego rozdziału wyżej ;) 
Także podsumowując: Wasza Hope nie ma czasu nawet dla siebie... I nie ma pojęcia, jak znaleźć go dla blogów i szabloniarni. 
Na szczęście zawitał weekend,
może uda się coś zrobić :*
Do następnego!
Hope

10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Violka pokazała pazurki ♥
      Podziwiam ją za to że tak wojowo podeszła do tej sytuacji ♥
      Bum, Bum i obaj leżą <3
      To było boskie !!

      Obawiam się trochę o Sophie :P
      Była w szpitalu..
      A ja się domyślam ze oni ją zgwałcili :(
      Szkoda że V nie strzeliła temu idiocie w głowę.
      Należało mu się.

      Verdasik ją wspiera ♥
      Tak słodko <33
      Cały czas przy niej był ♥♥ Oooo <33
      I jeszcze ten przytulas <333333
      Pewnie za niedługo pojawi się Leonetta ♥
      Ja już to wiem xD

      Czekam na next ♥
      Weny życzę,
      Sysia ♥

      Usuń
  2. Cudowny.
    Sophia wreszcie z Violka.
    Violka miała niby zostać z tymi kolesiami w zamian za Sophie?
    Jeszcze czego. Pomarzyć mogą !

    Sophia była w szpitalu.
    Oni ja pewnie zgwalcili i to nie raz.
    Verdas jest przy Violce.
    Wspierał ja. Ojjjj coś się szykuje heh ;)

    Czekam na next :-)
    Pozdrawiam Kicałka ❤
    Buziaczki :* ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Jak obiecałam, wracam!
      To nic, że 3 dni później, nie ważne.
      Miałam dziś mikołajki w szkole, no comment...
      A tak wgl, to witaj Hołpku!

      Och i ach, nowy rozdział.
      13 ładna liczba i dodatkowo mój numer w dzienniku, soo... bardzo lubię tą cyferkę! Ho, ho.
      Dostałaś coś wczoraj? Ja będę mieć nowe łyżworolki, bo ubóstwiam rolki, a na łyżwach też jeżdżę.

      Co do rozdziału, muszę się streszczać, bo nauka.
      Ale jajca! Kochana Sophia się odnalazła. Zarąbiście!
      Verdas, kocham go! ♥♥♥

      Idę bo nauka.
      Pa.
      I zapraszam do mnie!
      Xoxo

      Melloniasta:*

      Usuń