Wychodzę
ze szkoły i automatycznie obezwładnia mnie dziwne poczucie deja vu, a także zapach dumy papierosowego. Na parkingu już nikogo
nie ma. Cholera jasna. Sięgam po telefon i odczytuję kolejno dziesięć
wiadomości od brata. Czekał na mnie dwadzieścia minut, poza tym mam też osiem
nieodebranych połączeń. Że też musiałam pójść do tej biblioteki.
-
Cholera jasna.
Piszę
do Doma wiadomość, z prośbą o powrót na szkolny parking w trybie
natychmiastowym i chowam telefon do kieszeni, po czym nagle dociera do mnie, że
skoro nikogo tu nie ma, to nie powinnam czuć dymu. Zwłaszcza nie takiego
specyficznego. Obracam się za siebie i moje serce niemalże zatrzymuje swoja
pracę. Mrużę oczy w złości.
Ten
człowiek mnie prześladuje, odkąd skończyłam osiemnaste urodziny. Przypadek?
Proszę,
niech to będzie cholerny przypadek.
-
Wygląda na to, że zostałaś osamotniona i w dodatku bez transportu do domu.
Przewracam
oczami.
-
Słuchaj, skoro już tu jesteś i bezczelnie palisz papierosa. – Który swoją drogą
dziwnie dobrze przy nim wygląda. Ten dym unoszący się przed jego ciemnymi
włosami również. – To pogadamy. Przynajmniej dopóki brat po mnie nie
przyjedzie.
Silas
uśmiecha się arogancko.
-
Rozmawiałem z nim, miał jechać pomagać ojcu w kancelarii. Myślisz, że będzie z
niego dobry prawnik?
Krzywię
się.

